Transkrypcja podcastu:
Odcinek 60: Umowy B2B w spółce z o.o. – błędy, ryzyka, mity i zmiany w przepisach
Prowadzi: Aneta Kułakowska
Gościni: Irena Pacholewska-Urgacz
Aneta Kułakowska [A.K.]: Dzień dobry, cześć. Mówi Aneta Kułakowska, radczyni prawna, blogerka, podcasterka i twórczyni produktów cyfrowych.
Witajcie w 60 odcinku podcastu Projekt Spółka z o.o.
To pierwszy odcinek z gościem, więc nie ukrywam, trochę się denerwuję. Ale mam ogromną nadzieję, że dam radę i ta rozmowa będzie dla Was naprawdę wartościowa.
Dzisiaj bierzemy na tapet temat, o który ostatnio bardzo często pytacie – umowy B2B w spółkach z o.o. To forma współpracy, która stała się codziennością w branży IT, marketingu, sprzedaży, medycynie, kosmetyce, właściwie w większości usług. Ale coraz częściej słyszymy o kontrolach, ryzykach i o przekwalifikowaniach takich umów na etat.
Z moją dzisiejszą Gościnią porozmawiamy o tym, kiedy współpraca B2B jest bezpieczna, kiedy prosimy się o przekwalifikowanie i zaległe ZUS-y, jak wyglądają kontrole PIP i ZUS w praktyce, jakie błędy spółki popełniają najczęściej oraz o tym, co się wkrótce zmieni i jak przygotować się na nowe przepisy.
Moją Gościnią jest Irena Pacholewska-Urgacz, radczyni prawna, autorka bloga Kobieta w pracy, ekspertka od prawa pracy i ZUS, założycielka kancelarii Law First Kancelaria Prawa Pracy.
Irena na co dzień pomaga pracodawcom rozwiązać problemy z HR i kadrami, tak żeby prowadzić biznes spokojnie i bez chaosu.
Cześć Ireno, bardzo się cieszę, że przyjęłaś zaproszenie.
Dziękuję, że jesteś z nami i że podzielisz się swoim doświadczeniem.
Na początek powiedz proszę, czym się zajmujesz na co dzień i z jakimi tematami pracujesz najczęściej?
Irena Pacholewska- Urgacz [I.P.-U.]: Cześć Aneto, na początku chcę Ci bardzo podziękować za zaproszenie.
Jest mi bardzo miło, tym bardziej, że od dawna podziwiam Twoje działania w sieci i sposób w jaki dzielisz się wiedzą.
Ja jestem radczynią prawną, tak jak powiedziałaś, prowadzę kancelarię Prawa Pracy.
Zajmuję się właśnie głównie prawem pracy i ZUS-ami.
Pracuję przede wszystkim z przedsiębiorcami, w tym ze spółkami z o.o., gabinetami medycznymi, salonami beauty, firmami usługowymi i firmami IT.
A.K.: To może zacznijmy od tego, co najczęściej Cię zaskakuje w sprawach dotyczących spółek z o.o.?
I.P.-U.: Najbardziej, w sumie ciągle zaskakuje mnie to samo, a mianowicie to, że spółki potrafią mieć taki wielki chaos kadrowy.
Wiesz, usługi są świetnie przygotowane, opracowane, sprzedaż hula, jest profesjonalny marketing, wszystko jest na tip-top. A potem wchodzisz do firmy i okazuje się, że w dokumentach jest totalny chaos, że są jakieś, dokumenty pościągane z Internetu na szybko.
Wiesz, że dla kluczowych stanowisk na przykład jest jakaś jednostronicowa umowa o pracę. I to zazwyczaj wychodzi przy kontrolach albo na przykład potrzeba kogoś zwolnić z firmy i okazuje się, że nawet nie ma na przykład zakresu obowiązku.
A taka druga rzecz to, wiesz co, w Polsce ciągle bardzo popularne jest takie stwierdzenie, że „u kogoś innego to działa”. I pomimo tego, że to tak często okazuje się ślepą uliczką, to ciągle mnie to zaskakuje, że nadal to powiedzenie jest takie popularne.
A.K.: U kogoś to działa i niektórzy nawet potrafią powiedzieć, że u kogoś to działa, wszystko jest w porządku, nawet były kontrolne i nic nie wykazały.
I.P-U.: Tak, dokładnie tak.
A.K.: Dobrze, to może przejdźmy teraz do tematu głównego naszego spotkania, naszej rozmowy i może zaczniemy od tego: Czym właściwie jest ta umowa B2B w kontekście spółki? Jakie są jej kluczowe różnice w stosunku do etatu?
I.P-U.: Umowa B2B, to jest w dużym skrócie umowa pomiędzy dwoma przedsiębiorcami.
Czyli to powinno wyglądać tak, że spółka kupuje usługi od osoby, która też jest przedsiębiorcą, też prowadzi działalność.
To nie jest zatrudnienie, jak na etacie, tylko współpraca biznesowa. Czyli główna różnica w stosunku do etatu jest taka, że przy B2B nie powinno być tego podporządkowani, takiego charakterystycznego dla umowy o pracę.
Czyli nie powinno być tak, że przychodzę na dziewiątą, mam siedzieć do siedemnastej, mam szefa, który nade mną stoi i mówi mi, „no dzisiaj pani robi to i to”. Nie powinna mieć ewidencjonowanego czasu pracy. Raczej dobrze by było mieć jakichś innych klientów też, ponosić jakąś odpowiedzialność za tą swoją działalność. To są takie kluczowe różnice.
A.K.: A jak myślisz, dlaczego ten model współpracy jest tak popularny? Co spółki, wykonawcy zyskują, a co ryzykują przy takim modelu współpracy?
I.P-U.: Tak, to prawda, ten model jest bardzo popularny i on jest zarówno atrakcyjny dla firm, jak i dla właśnie wykonawców, dla osób, które zakładają jednoosobowe działalności gospodarcze.
Z perspektywy firmy najczęściej chodzi o dużą elastyczność, no i po prostu niższe koszty. Nie ma składek ZUS, takich jak za pracownika etatowego, nie zapewnia się pracownikowi najczęściej płatnego urlopu. Można dowolnie ukształtować sobie okres wypowiedzenia, czyli nie trzeba się tutaj trzymać oczywiście tych kodeksowych terminów. Nie ma ochrony dla pracowników, którzy są, w ciąży, czy na urlopach macierzyńskich, czy rodzicielskich, więc z perspektywy firmy to jest atrakcyjne.
Z drugiej strony dla wykonawców często, to też jest atrakcyjne, bo oni na rękę dostają większe pieniądze. Mogą sobie zarządzać kosztami firmowymi, więc to jest atrakcyjne finansowo. Mogą obsługiwać kilku klientów, no co najczęściej przy etacie nie jest możliwe. Także bardzo często jest tak, że te dwie strony są tym zainteresowane.
Pytałaś też o ryzyka.
Więc oczywiście obie strony, jeżeli nie prowadzą tej współpracy, tak jak ona powinna wyglądać, ryzykują.
No i dla firmy, to jest przede wszystkim ryzyko takie, że ta umowa zostanie przekwalifikowana na umowę o pracę, a co za tym idzie trzeba będzie zapłacić zaległe składki do ZUS-u, być może podatki, pojawią się problemy właśnie księgowe, pojawią się być może roszczenia jakiegoś pracownika o ekwiwalent za urlop wypoczynkowy.
Także tutaj jest szereg elementów, które taka spółka może zaryzykować.
A.K.: No właśnie, szczególnie jeżeli spora część umów B2B to jest tak naprawdę tak zwany etap na fakturę, prawda?
I.P-U.: Tak, no tak.
Natomiast to nie jest też tak, że wykonawca nic nie ryzykuje, więc po tej stronie też mogą być jakieś ryzyka. Na przykład to, że taki wykonawca nie ma ochrony pracowniczej, tak?
Czyli tutaj kobiety, które są na B2B często zderzają się z tym problemem w momencie ciąży czy urodzenia dziecka. Okazuje się, że nic jej nie chroni przed zwolnieniem, że nie mają takiego zasiłku jakby miały na etacie. Często też taki wykonawca ryzykuje, no jeżeli coś pójdzie nie tak i nie zabezpieczył jakichś tam limitów swojej odpowiedzialności.
A.K: Tak, bo on nie ma tej odpowiedzialności pracowniczej, która jednak jest limitowana.
I.P-U.: Tak, do trzykrotności wynagrodzenia zasadniczo, więc to tak nie działa.
No i też nie jest tak, że nigdy go nie dosięgną te składki ZUS czy podatki. Bo wiesz w pierwszej kolejności jakby tutaj firma odpowiada, ale potem co do części oczywiście w zakresie składek ZUS może się zwrócić do tego współpracownika.
Także to jest taki trochę model, że trzeba patrzeć czy on faktycznie jest prawidłowo wprowadzony.
A.K.: No tak, bo jeżeli jest to rzeczywiście etat na fakturę, no to ryzyko jest ogromne.
I.P-U.: Tak, tak, no i myślę, że będzie coraz większe, zwłaszcza w kontekście planowanych zmian, o czym pewnie będziemy jeszcze rozmawiać.
A.K.: Świetnie, czyli wiemy już czym jest umowa B2B i dlaczego ten model tak bardzo przyjął się w spółkach z o.o., ale teoria to jedna, praktyka to zupełnie inna historia. No właśnie, jak wygląda ta współpraca od kuchni? Bo mam wrażenie, że im bardziej B2B staje się popularne, tym częściej słyszymy o błędach, nieporozumieniach, o umowach, które zamiast chronić tworzą problemy, tak jak wspomniałaś tutaj wcześniej.
Umowy B2B są zawierane masowo, to już wiemy, ale czy tak naprawdę są bezpieczne i jakie błędy najczęściej widzisz w takich umowach?
I.P-U.: Aneto, ja bym powiedziała przewrotnie, że pierwszy podstawowy błąd, to jest w ogóle brak takiej umowy.
A.K.: Sama faktura jest?
I.P-U.: Jest sama faktura, nie ma żadnej umowy i no to niestety jest bardzo kiepska sytuacja. A ona jest wbrew pozorom dosyć powszechnie stosowana. Po prostu tak się rozliczamy na fakturkę i wszystko w porządku.
Ale do czasu.
Więc ja bym powiedziała, że to jest punkt pierwszy.
Punkt drugi, no to jest taka dosyć oczywista chyba rzecz, ale to jest po prostu traktowanie tego współpracownika na B2B, tak samo jak wszystkich innych pracowników.
Także, wiesz, właśnie narzucenie takiego rytmu godzin pracy sztywnych, wcielenie go po prostu w tą strukturę tak ściśle jak pracowników.
Stosowanie po prostu tego B2B, no tam gdzie ono nie powinno być. No tak, wiesz, pani pracuje na recepcji i ma B2B.
To jest po prostu błędne rozwiązanie.
No i trzecia taka sytuacja, która przychodzi mi do głowy i z którą bardzo często się spotykam w praktyce. To jest taka, że firma ma bardzo duży chaos organizacyjny i stosuje różne formy współpracy dla osób, które robią to samo. Czyli wiesz, wchodzisz do firmy, okazuje się, że, nie wiem, jest kilka osób i tak jedna ma zlecenie, druga ma B2B, trzecia ma etat, bo chciała.
A w zasadzie wszyscy robią to samo. No i to jest taki naprawdę sygnał ostrzegawczy, że może się coś podziać nie tak.
A.K.: No i tak, wystarczy kontrola, kilka pytań i…
I.P-U.: Tak, wystarczy kontrola, ale też wystarczy, wiesz, na przykład właśnie rozstanie z kimś, kto pracował na takiej umowie cywilno-prawnej. I nagle on, wiesz, zapomina, że chciał na przykład mieć B2B, bo się okazuje, że korzystniej było jednak mieć umowę o pracę. No i występuje z jakimiś roszczeniami.
Także zazwyczaj to się właśnie w tych dwóch momentach albo kontrola, albo rozstanie ze współpracownikiem. I wtedy ta konstrukcja się nie sprawdza.
A.K.: No tak, ale jak liczymy koszty, to o tym nie myślimy, prawda?
I.P-U.: Tak, bardzo często na początku nikt o tym nie myśli. Ja naprawdę nagminnie słyszę, jak się pytam, wiesz, dlaczego tak to wygląda? No bo oni tak chcieli. No bo oni tak chcieli i dopiero, wiesz, trzeba zwracać uwagę.
A.K.: Tak, powiem Ci, że ja mam to samo doświadczenie. Bo jak próbuję podczas konsultacji czy jakiegoś audytu prawnego i dopytuję, dlaczego tak, dlaczego to tak wygląda? I nawet informuję o tych ryzykach, bo widzę, że jednak tutaj ta umowa B2B nie jest typową umową B2B. No to właśnie tak, że kompletnie nie mają pojęcia o ryzyku, a są tacy, którzy „tak, tak, my w sumie już to wiemy, ale bierzemy ryzyko na siebie”.
I.P-U.: No tak, tylko myślę, że zastanawiam się na ile właśnie spółki są świadome tego ryzyka.
No bo wiesz, bo fajnie ryzyko, natomiast czy wszyscy wiedzą co za tym idzie?
Bo samo przekształcenie tej umowy to jedno, ale co to za sobą pociąga?
A.K.: Tak, bo niektórzy nie myślą o tym, że są jeszcze te podatki, są ZUS-y, to wszystko trzeba skorygować, na nowo naliczyć, zapłacić w innych kwotach.
I.P-U.: Tak, dokładnie. Potem okazuje się, że te koszty, na przykład, wiesz, ta faktura tego współpracownika nie mogła być wrzucona w koszty, no bo właśnie, to nie była współpraca B2B.
No i się robi, te koszty potem eskalują, bo to trzeba wszystko, sprostować i tak dalej.
A.K.: Przeliczyć. Nie chciałabym być na miejscu, tych członków zarządu, którzy mają sobie z tym problemem poradzić. I księgowych i kadrowców.
I.P-U.: To prawda, tak, tak, tak.
A.K.: Jeszcze chciałam Cię o coś zapytać, jeszcze w kontekście tych błędów, które się trafiają podczas zawierania tych umów. Jakie elementy często są pomijane, a później powodują konflikty?
I.P-U.: Bardzo często jest bardzo w ogóle zły, albo w ogóle nie ma właśnie opisanego dokładnie zakresu tych usług, które mają być świadczone na podstawie tej umowy B2B. Bo właśnie coś tam, bo się dogadaliśmy, ale wiesz, nie było to odpowiednio określone.
Druga rzecz to są kwestie własności intelektualnej, czyli mówiąc tak bardziej potocznie prawa autorskie do tego, co ten współpracownik na B2B tworzy.
To dotyczy zwłaszcza takich branż, wiesz, jak na przykład graficy, IT. Tam są bardzo często tworzone jakieś utwory, które są przedmiotem ochrony prawa autorskiego. A bardzo wiele osób zapomina, że przy B2B nie ma tak, jak przy umowie o pracę, że pracodawca czy firma w pewnym zakresie nabywa automatycznie prawa do tych dzieł.
I wiesz, to przy B2B musi być w całości uregulowane, a bardzo rzadko, to ma miejsce, tak żeby to było dobrze uregulowane.
A.K.: I potem jest zdziwienie, tak?
I.P-U.: Tak, i potem jest zdziwienie. Wielokrotnie się spotkałam z tym, że audytuję jakąś firmę i sprawdzamy i tak naprawdę, kluczowym asetem tej firmy są na przykład te prawa własności intelektualnej, ale nie jest to właściwe.
A.K: I tak naprawdę po tym się okazuje, że spółka nie ma praw żadnych do tego utworu.
I.P-U.: Tak i to jest problem, jak to nie jest od początku dobrze uregulowane, no to potem też ciężko przekonać taką osobę, żeby jednak na przykład te prawa jeszcze przeniosła.
A.K.: W ramach wynagrodzenia, które już dostała.
I.P-U.: Tak, więc to jest taka rzecz, na którą mocno trzeba zwracać uwagę.
Często zasady zakończenia współpracy są niejasne. Często odpowiedzialność właśnie nie jest uregulowana, czy jakieś kwestie dotyczące ochrony poufności i zakazu konkurencji.
Ja mam w ogóle czasami wrażenie, że te umowy są po prostu, wiesz, jakąś taką sklejką na przykład różnych wzorów i nawet czasami pojęcia nie są ujednolicone. No i wiesz, one nie są dostosowane do tej konkretnej współpracy, więc to są takie najczęstsze rzeczy, które ja widzę.
A.K.: A masz może taki przykład, o którym pamiętasz ze swojej praktyki, gdzie ta źle napisana umowa B2B skończyła się tak naprawdę poważnymi konsekwencjami?
I.P-U.: No mam taki przykład. Tam akurat było tak, dużo rzeczy poszło nie tak. Bo nie dość, że była właśnie bardzo kiepska umowa, bardzo taka szczątkowa, to na dodatek jeszcze był właśnie ten chaos organizacyjny. I kilka osób pracowało na umowie o pracę, kilka właśnie na zleceniu.
A.K.: I może robiły to samo?
I.P-U.: Tak, robiły to samo.
No i w momencie, w którym przyszła do mnie klientka, która się rozstała z jedną współpracownicą właśnie na B2B. No i ta współpracownica, wtedy wystąpiła z roszczeniami o różne rzeczy. Tak, odszkodowanie za okres wypowiedzenia, jakieś tam roszczenia dyskryminacyjne, ekwiwalent za urlop wypoczynkowy, twierdząc, że była pracownicą. I wiesz co, no ciężko było na bazie takiej kiepskiej umowy i tego właśnie stanu, który tam był, tutaj coś uszyć wtedy.
Natomiast, tam ostatecznie sprawa się dobrze zakończyła. Ona się zakończyła jakimś porozumieniem takim, że trzeba było zapłacić jakieś tam dodatkowe wynagrodzenie oczywiście, tej dawnej współpracownicy. Natomiast na tyle, że ten konflikt nie eskalował.
A.K.: Nie poszło do sądu.
I.P-U.: Nie poszło do sądu, więc udało się to załatwić wcześniej.
No i to było też takim sygnałem dla klientki, żeby uporządkować po prostu sytuację w firmie. I rzeczywiście wyprostowałyśmy tam rozwiązanie, kto może być na B2B, kto może być na umowie o pracę. Więc to zostało organizacyjnie rozdzielone. To było możliwe.
Także mam nadzieję, że już więcej u niej takich sytuacji nie będzie. Natomiast wtedy rzeczywiście to była taka nerwowa sytuacja.
A.K.: Zrobiło się gorąco?
I.P-U.: Tak, że w weekend siedziałyśmy i po prostu na ostatnią chwilę trzeba było przygotowywać dokumenty i negocjować, bo sytuacja była na ostrzu noża.
A.K.: No tak, jeżeli jest umowa słaba, to nawet nie ma o co walczyć w sądzie. Można iść oczywiście w zaparte i mówić, że było tak, a nie inaczej. Ale wystarczy kilku świadków przyjdą do sądu, powiedzą jaka jest sytuacja, kto jak pracuje. No i okaże się, że tak naprawdę tej umowy na B2B nie było faktycznie.
I.P-U.: No tak, tak. A jak w umowie jeszcze masz jakieś po prostu takie typowe stwierdzenia… z umowy o pracę. No to już w ogóle, to kiepska sprawa.
A.K.: A tak, to jest częsty błąd. Gdzie jest tak naprawdę umowa o pracę i zamieniona jest tylko nazwa umowy na, umowa współpracy.
I.P-U.: Tak, tak, tak.
A.K.: To jest bardzo ważne. To bardzo ciekawe, bo z tego co mówisz wynika, że większość problemów nie bierze się ze złej woli, tylko z braku świadomości albo z przyzwyczajeń. Spółki często kopiują zapisy z innych umów, nie do końca rozumieją co oznaczają w praktyce. Może właśnie stąd biorą się te wszystkie mity, półprawdy o B2B, które tak często powtarzamy. No właśnie, raz słyszymy, że B2B to po prostu etap na fakturę albo, że spółka niczym nie ryzykuje. No to już powiedzieliśmy jak to wygląda. Chciałabyś jeszcze o jakichś mitach i błędnych przekonaniach powiedzieć, które krążą wokół B2B? Coś Ci jeszcze przychodzi dodatkowo do głowy, bo już powiedziałaś sporo. Nie chcę, żebyś się powtarzała, ale może coś jeszcze o tych mitach i błędnych przekonaniach.
I.P-U.: Tak, no rzeczywiście, tutaj już mówiłam o tym, że wiele jest tych mitów.
Wiesz co, ja bym chyba jeszcze taki jeden dorzuciła mit, bo z nim się też czasami spotykam, jak rozmawiam z kadrami, że „my w ogóle nie mamy tematu prawa pracy, bo mamy same B2B”.
No i wiesz, czasami jest takie błędne myślenie, że okey, że jak jest B2B, to w ogóle my nie dotykamy nigdy prawa pracy.
Ale nie ma weryfikacji tego, co tak naprawdę za tym B2B się kryje. Czy to naprawdę są usługi z przedsiębiorcą, czy to jest po prostu ukryty etat.
No chyba na to bym zwracała uwagę.
No i jeszcze ta jedna rzecz, bo to naprawdę się powtarza i może to warto jednak podkreślić, że pracownik tak chce. To nie jest po prostu tak, że można sobie dowolnie wybrać, bo pracownik tak chce. A to nawet widać często w ogłoszeniach, wiesz, o pracę, że w zależności od wybranej formy współpracy…
A.K.: W zależności od preferencji…
P.-U.: Tak, wynagrodzenie jest takie lub takie. I wiesz, to czasami nawet w branży prawnej są takie ogłoszenia, co mnie zawsze dziwi, no to nie może być tak, że to jest dowolne. Także tu chyba chciałabym te dwa mity podkreślić.
A.K.: Dzięki. Mam wrażenie, że te mity i błędne przekonania są trochę jak echo. Powtarzają się w wielu spółkach, niezależnie od branży. Czasem ktoś powie, wszyscy tak robią, więc nikt się nie zastanawia, czy to naprawdę zgodne z prawem albo bezpieczne. A przecież można to poukładać inaczej, prościej, czytelniej i tak, żeby obie strony czuły się chronione.
Skoro już wiemy, gdzie są błędy, to może porozmawiamy o tym, jak to zrobić dobrze? Jak zawrzeć umowę B2B, która naprawdę chroni obie strony. Jakie kluczowe elementy powinna zawierać taka dobrze skonstruowana umowa B2B?
I.P-U.: To zacznę od tego, że to o czym już rozmawiałyśmy, czyli ta umowa może być zastosowana tylko w takiej sytuacji, w której jest to prawnie dozwolone, czyli nie wtedy, kiedy to powinien być etat.
Także najpierw patrzymy na sytuację, czy w tej sytuacji w ogóle można to B2B zawrzeć, no i potem zawieramy odpowiednią umowę.
No i co w takiej umowie powinno być? Może czegoś też nie powinno być? Przede wszystkim odwrócę to, co powiedziałem, że są błędy, czyli co powinno być?
No na pewno powinny być dobrze określone usługi, to co wykonawca ma robić, tak! Także tutaj ten zakres usług powinien być wyważony pomiędzy precyzją, a pewną elastycznością, tak?
A.K.: Żeby to nie było jedno zdanie, tak?
I.P-U.: No właśnie.
A.K.: Zdarza się „usługi marketingowe”.
I.P-U.: Tak, a to można rozwiązać na wiele sposobów.
To może być doprecyzowane w poszczególnych zleceniach przez firmę. To może być, wiesz, to nie musi być takie sformalizowane, że zawsze jest po prostu w tej umowie tam, wiesz, 150 punktów. Tylko dobrze po prostu to opisać, o co stronom chodzi, a potem można to w ramach współpracy jakoś tam roboczo też doprecyzowywać, tak! Także, ale no, jednak powinna być opisana, powinna być opisana intencja stron, co one w ogóle chcą uzyskać.
Po drugie, no oczywiście powinny być te postanowienia dotyczące własności intelektualnej, postanowienia dotyczące odpowiedzialności, postanowienia dotyczące wynagradzania i rozliczania.
Czyli tutaj cała procedura tego, na podstawie czego są faktury wystawiane, jak to wynagrodzenie jest określone.
Ja w takiej współpracy B2B osobiście preferuję stawki godzinowe, bo wydaje mi się to zawsze bliższe tej relacji takiej biznesowej. Ale no nie wykluczam czasami takiego wynagrodzenia ryczałtowego, natomiast no też dobrze to dopasować do tej sytuacji, tak?
A.K.: Tak, też jakoś ubrać zakres, który jest do wykonania.
I.P-U.: Dokładnie. To, ile ta dana osoba świadczy te usługi w miesiącu, także tutaj czasami to trzeba zniuansować.
Poufność, to jest bardzo ważne, zwłaszcza, że są różne poziomy zabezpieczeń.
Inny budżet na bezpieczeństwo ma zazwyczaj większa firma, inny budżet ma taki wykonawca, więc warto się tutaj dodatkowo zabezpieczyć.
Czego na pewno nie powinno być?
Nie powinno być w umowie żadnych sformułowań, które wskazywałyby na podporządkowanie pracownicze, tak?
Czyli wyrzucamy z tych umów wszystkie urlopy, wszystkich przełożonych, po prostu.
A.K.: Wydawanie poleceń.
I.P-U.: Tak, wydawanie poleceń.
A.K.: Praca pod nadzorem.
I.P-U.: Dokładnie tak, bo to już, ta umowa jest takim pierwszym krokiem, który ktoś będzie, pierwszym elementem do sprawdzenia.
Więc tam jak będziemy mieć takiego typu określenie, no to to już będzie sygnał, że coś nie gra.
A.K.: Ciężko będzie potem udowodnić, żeby było inaczej.
I.P-U.: Tak, tak. Dokładnie.
Także krótko mówiąc, im więcej jasności w takich umowach i mniej takich typowo pracowniczych zwrotów, tym bezpieczniej.
A.K.: I teraz tak, to wspomniałaś o tych zabezpieczeniach i odpowiedzialności. I od strony tego wykonawcy, osoby współpracującej, jakie zabezpieczenia powinna negocjować taka osoba, żeby nie odpowiadać całym majątkiem? Bo to już często, ta odpowiedzialność jest pomijana i tak naprawdę potem wchodzą przepisy ogólne, więc to jest nieciekawe.
I.P-U.: Tak, wiesz, taki wykonawca oczywiście tutaj trzeba też wyważyć. To, żeby za bardzo znowu tej współpracy B2B nie upodobnić do etatu, tak?
Czyli no nie piszemy, że odpowiedzialność ograniczona do trzykrotności wynagrodzenia. Nie robimy kalki z kodeksu pracy.
Ale tak, no przede wszystkim można w jakiś sposób ograniczyć odpowiedzialność tego wykonawcy, tak? Można wybrać, czy na przykład odpowiada za szkody wyrządzone tylko umyślnie, czy też nieumyślnie. Można podzielić, czy na przykład z jakiegoś zakresu takich kluczowych rzeczy dla firmy odpowiada w pełnej wysokości. Czyli na przykład za naruszenie jakiegoś tam obowiązku poufności.
A jakieś mniejsze rzeczy mogą być na przykład zlimitowane do, nie wiem…
A.K.: Kwotowo
I.P-U.: Można kwotowo wprost wskazać na przykład, że to jest, nie wiem, roczne wynagrodzenie, iluś tam miesięczne wynagrodzenie. Jasne, różne są tutaj sposoby.
A.K.: Zależy od tego, co ta osoba robi i jak mocno jest to ryzykowne.
I.P-U.: Dokładnie. Dobrze też zawrzeć jednak jakąś, mieć jakąś polisę OC.
I to jest, uważam, rozwiązanie korzystne zarówno dla wykonawcy, jak i dla firmy.
A.K.: Ale to jest tak rzadko. Bardzo rzadko. To jest bardzo rzadko stosowane, a szkoda.
I.P-U.: Tak i często jest taki opór też klientów, jak ja sugeruję, że może tutaj warto by było wprowadzić jakąś polisę.
Faktem jest, że często przy wielkich projektach ciężko uzyskać zabezpieczenie taką polisą, bo po prostu kwota jest bardzo wysoka. I nawet nie ma takich produktów czasami do jakichś tam specyficznych branż na rynku dobranych. Wspólne ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w związku z prowadzeniem biznesu można.
A.K.: Można.
I.P-U.: Zarówno ten wykonawca może się czuć bezpiecznie, jak i firma, bo ona wie, że w razie czego może pociągnąć, z tego OC.
A.K.: Szkoda, że to nie jest praktykowane, że to jednak dopiero wtedy, kiedy są jakieś problemy, to ktoś myślał, że jednak można było tą polisę wykupić.
Mały przerywnik. Polub, skomentuj, zasubskrybuj. To tylko chwila, a naprawdę robi różnicę.
A jeśli słuchasz mnie w innej aplikacji, wpadnij też na YouTubie i kliknij subskrybuj.
Twoje wsparcie pomaga rozwijać ten podcast. Dzięki, że jesteś.
Wracamy do odcinka.
A.K.: Dobrze, to może przejdźmy jeszcze do bardzo ważnej kwestii, która też jest pomijana w umowach B2B, o zakazie konkurencji. Kiedy ma to sens, a kiedy bardziej szkodzi niż pomaga?
I.P-U.: Moim zdaniem to ma sens wtedy, kiedy ta osoba, która współpracuje z firmą na B2B, ma faktycznie dostęp do kluczowych klientów, do kluczowych informacji.
Tak, że jeżeli ona zacznie prowadzić działalność konkurencyjną na bazie tego, co tutaj zdobyła w tej firmie, no to faktycznie będzie to za szkodą dla tej firmy.
Natomiast nie ma to sensu, jeśli chcemy kogoś na jakimś takim prostym stanowisku całkowicie mu zabronić robienia czegokolwiek dodatkowego, no bo to się nawet w razie czego nie obroni w sądzie.
Jeżeli nie zamierzamy tutaj faktycznie tylko siebie zabezpieczyć w takim uzasadnionym zakresie, tylko po prostu po złości zakazać.
A.K.: No tak, zablokować możliwość jeszcze zarobkowania, mimo że mamy z założenia do czynienia z przedsiębiorcą.
I.P-U.: Tak, no to wtedy to jest bardzo słabe i się może okazać, że w ogóle taka umowa o zakazie konkurencji zostanie po prostu wywrócona, obalona.
A.K.: Nie miała sensu kompletnie w tym przypadku.
I.P-U.: Także, po prostu trzeba to dobierać do konkretnej sytuacji.
A.K.: Nie kopiować zapisów umowy z innych umów.
I.P-U.: Tak i nie przyjmować, że teraz ze wszystkimi podpisujemy zakazy konkurencji.
Raczej, ja sugerowałabym tutaj takie indywidualne podejście, że patrzymy kto faktycznie może nam w razie czego w takim uzasadnionym zakresie zaszkodzić.
A.K.: To wszystko nam pokazuje, że dobra umowa B2B to nie tylko kwestia treści, ale też codziennej praktyki. Tak, jak naprawdę wygląda współpraca między spółką a wykonawcą. Ale nawet najlepiej przygotowana umowa może wkrótce nie wystarczyć. Bo na horyzoncie pojawiają się duże zmiany w przepisach, które mogą całkowicie zmienić zasady gry. Ja mam wrażenie, że po prostu nikt o tych zmianach nie wie jeszcze. W drugiej części naszej rozmowy, więc porozmawiamy o tym, co budzi sporo emocji, czyli o nowych uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy.
Ministerstwo Pracy planuje przyznać PIP możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty decyzją administracyjną. Co to oznacza? Co konkretnie zmieni się w przepisach i jakie są te nowe planowane uprawnienia PIP?
I.P-U.: Więc tak, najważniejsza zmiana, to jest to, co właśnie powiedziałeś.
Czyli, że to inspektor Państwowej Inspekcji Pracy będzie mógł teraz wydać decyzję administracyjną, w której stwierdzi, że dana współpraca jest stosunkiem pracy, jest umową o pracę.
I czym to się różni od aktualnego stanu?
No teraz inspektor pracy nie miał takich uprawnień. On mógł skierować sprawę do sądu i to sąd decydował po przeprowadzeniu całego procesu, czyli po, wiesz, przesłuchaniu świadków, przeanalizowaniu dowodów, czy dana współpraca rzeczywiście jest umową o pracę.
Teraz będzie krótka piłka, inspektor pracy wydaje decyzję, decyzja ma być natychmiast wykonalna, czyli w ogóle od razu po prostu mamy pracownika.
A.K.: Jednego dnia mamy kogoś na B2B, a drugiego mamy etat.
I.P-U.: Tak, co gorsza jeszcze, z tego co widziałam w projekcie zmiany tych przepisów o Państwowej Inspekcji Pracy, to będzie tak, że nawet jeśli przedsiębiorca odwoła się do sądu i wygra tą sprawę, czyli sąd w końcu stwierdzi, że to faktycznie była umowa B2B.
A.K.: Że jednak inspektor nie miał racji.
I.P-U.: To za ten okres, który był do wygrania tej sprawy, ta umowa będzie dalej umową o pracę.
Wiesz, czyli będziemy mieć taką sytuację, że mieliśmy kogoś na przykład na B2B, potem mamy przez tam, nie wiem, dwa lata pracownika i potem znowu na B2B.
No ja w ogóle ciężko mi sobie nawet wyobrazić, co to może…
A.K.: Ja to nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co to będzie się działo.
I.P-U.: Ja też nie, ja też nie.
A.K.: Pytanie teraz, czy ci inspektorzy PIP-u, czy oni są na tyle przygotowani od tej strony merytorycznej, praktycznej stosowania prawa, żeby podjąć taką decyzję? Bo to wiesz, to nawet od wyroku masz możliwość odwołania, a tu decyzja, ona jest praktycznie momentalnie do wykonania.
I.P-U.: Tak, ja jestem też bardzo zaniepokojona tymi projektowanymi zmianami.
Obawiam się, że to nie jest dobry kierunek, ponieważ to są często bardzo zniuasowane sytuacje, stany faktyczne.
Inspektorzy PIP też nie mają obowiązku prowadzić aż tak postępowania, jak sąd.
Sąd to jest jednak cały proces, czas, dowody, świadkowie.
Natomiast tutaj naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić. Bardzo jestem tym zaniepokojona.
Wydaje mi się, że intencje być może są dobre, żeby w jakiś sposób gdzieś tam zabezpieczyć.
A.K.: No tak, jakoś to uporządkować tę sytuację.
I.P-U.: Tak, uporządkować, natomiast mechanizm, który został do tego na razie wybrany, który jest projektowany, wydaje się bardzo daleko idący w konsekwencje.
Masz przekształconą umowę B2B w umowę o pracę, natychmiast wchodzi obowiązek zarejestrowania takiej osoby w ZUS, natychmiast wchodzi obowiązek składek, natychmiast wchodzi obowiązek rozwiązania kwestii podatkowych.
A.K.: No też sobie wyobraźmy, ktoś jest na umowę B2B trzy lata. Wchodzi inspektor, mówi, nie, to jest umowa o pracę. Teraz mamy umowę o pracę, to wszystko przez trzy lata była umowa o pracę. I co teraz?
I.P-U.: No tak, no to trzeba do tyłu po prostu za te wszystkie lata odprowadzić składki.
No, zakładam, że tak.
Urlop wypoczynkowy, zakładam, że tak.
Jeżeli była jakaś praca w nadgodzinach, to pytanie, czy ona była wynagradzana tak, jakby to wynikało z kodeksu pracy.
Zastanawiam się, czy będzie takie wyczulenie jednak na to, jaka była intencja strony, jak ta współpraca wyglądała.
No, obawiam się, że może być ciężko.
A.K.: Może być ciężko. Słabo to widzę.
I.P-U.: Tak, tym bardziej, że wiesz, zastanawiam się, w życiu przedsiębiorców zdecyduje się w ogóle na odwołanie do sądu.
Zwłaszcza, jeśli będą mieli w głowie to, że tak naprawdę i tak tego się nie cofnie.
Bo to czas zmarnowany, pieniądze, wszystko. Więc nie wiem, ile osób nie machnie po prostu ręką.
I myślę, że trochę też na to liczą ci, którzy projektują te zmiany. Że po prostu trochę pieniędzy wpadnie więcej do budżetu, do ZUS-u.
A.K.: Tak, bo chyba o to chodzi. Bo teraz pytanie, czy to ma być ochrona pracowników, którzy się godzą na umowy B2B cywilnoprawne? Czy…?
I.P-U.: No, ciężko powiedzieć. Niewątpliwie prawo Unii Europejskiej zmierza do tego, żeby te osoby, które faktycznie wykonują pracę jak pracownicy, żeby mieli te umowy o pracę.
To w takim idealnym ujęciu, czyli wiesz, najlepiej umowa na czas nieokreślony.
A.K.: W idealnym świecie.
I.P-U.: W idealnym świecie, tak.
A.K.: Gdzie przedsiębiorcy mają pieniądze na ZUS-y, podatki dla pracowników, tak.
I.P-U.: Dokładnie, tak. No wiesz, ale powiedzmy, że to jest gdzieś tam zgodne z kierunkiem tej zmiany przepisów wymuszanej przez Unię.
Natomiast, wiesz, no dokładnie, trzeba to dopasować do rzeczywistości naszej polskiej.
I też do tego, jak bardzo archaiczny jest Polski Kodeks Pracy.
On powstał w zupełnie innej rzeczywistości.
A.K.: On nie jest elastyczny, bo to wiesz, te wszystkie zmiany prowadzą do tego. Ja nie wiem, bo co innego, jeżeli mamy do czynienia z dużą firmą, z dużą spółką. To jest jakby inna sytuacja. Ale zazwyczaj przy zmianie takich przepisów, to jest najgorsze dla tych małych przedsiębiorców. Bo niektórzy powiedzą, no dobrze, no to ja teraz będę musiał zrobić tak, że mam dwie osoby pracujące na przykład, ale mnie stać tylko na jedną na etacie. Albo żadną.
I.P-U.: Tak może być.
Właśnie nad tym się zastanawiałam.
Wiesz, myślę, że to najbardziej właśnie uderzy w tych małych przedsiębiorców, którzy po prostu nie mogą sobie pozwolić, nawet nie chodzi o to, że finansowo, ale wiesz, ze względu na jakąś elastyczność.
A.K.: Tak.
I.P-U.: Na to, żeby mieć wszystkich na etacie.
Ja pamiętam kiedyś miałam taką klientkę, która prowadziła salon kosmetyczny i miała dziewczyny zatrudnione zawsze na etacie.
No i ona w pewnym momencie miała pięć dziewczyn na etacie, które z różnych tam powodów jej po prostu nie pracowały w tym momencie, bo dzieci, bo to, bo tamto.
I jak przyszło co do czego, ona musiała wypłacić tak potężny ekwiwalent o niewykorzystane urlopy, żeby po prostu totalnie ją to położyło.
I to są takie sytuacje, że ten malutki pracodawca ma bardzo często takie same obowiązki, jak firma, która zatrudnia tysiąc pracowników i ma nieporównywalnie większy budżet.
Także tutaj, no zastanawiam się w kogo to ostatecznie się uderzy.
A.K.: Tak się obawiam, że właśnie w tych najmniejszych przedsiębiorców, pracowników też, bo się okaże, że te osoby, które pracowały na B2B i dobrze im z tym było, też dążyły do tego, żeby w ten sposób zarabiać, że one już praktycznie nie znajdą sobie miejsca na rynku pracy. Może tak być.
I.P-U.: Może tak być, tak. No także, zobaczymy.
Ja mam nadzieję, że wiesz, że ten projekt w takim kształcie jak teraz nie zostanie uchwalony, bo naprawdę, no te niektóre przepisy projektowane, moim zdaniem, są wręcz sprzeczne z konstytucją.
Chociażby właśnie ta sytuacja z tym, że ta umowa już się nie zmieni.
No koszmar.
A.K.: To jest koszmar. Ja sobie nawet nie wyobrażam. I jeżeli w takim kształcie te przepisy wejdą w życie, ja nie jestem do końca przekonana, że w ogóle nawet ci inspektorzy, oni są na coś takiego gotowi. Czy to będzie tak jak kontrole ZUS, że przychodzi pani i nie rozumie, co to za umowa, jak w danej branży się ją wykonuje, co jest w zakresie, bo czasem takie są też.
I.P-U.: No tak, ale wiesz, jasne, bo są takie głosy, że do tej pory ZUS też mógł powiedzieć, że to jest…
A.K.: Czasem były te decyzje absurdalne.
I.P-U.: Tak, były. Tak, były, ale jednak nie mniej, no tutaj była normalna droga. Właśnie to było tak, więc tutaj ok.
No poza tym mam wrażenie, że ZUS trochę już sobie, wiesz, od jakiegoś czasu gdzieś tam dealuje i też rynek mniej więcej jest przygotowany.
Nie wiem, jak PIP do tego podejdzie.
Zobaczymy, bo… No tak, mam takie same obawy jak Ty.
Nie jestem przekonana, czy to jest… A nawet więcej uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie.
A.K.: Nie, bo to nie jest ochrona pracowników, tylko jest zapewnienie środków do budżetu dodatkowych. Ja mam takie wrażenie, że to tylko o to chodzi.
Słuchając tego wszystkiego mam wrażenie, że naprawdę wchodzimy w nową erę rynku pracy, szczególnie jeśli PIP faktycznie dostanie takie uprawnienia. To brzmi bardzo poważnie i pewnie nie jednej firmie zapali się teraz czerwona lampka, bo myślę, że co niektórzy będą zdziwieni i dopiero teraz dowiedzą się o tych zmianach. Ale przecież nie chodzi o to, żeby się bać, tylko żeby się dobrze przygotować, więc może porozmawiajmy o tym od praktycznej strony. Jak się przygotować, żeby nie obudzić się z problemem po kontroli PIP? Co mogą zrobić spółki już dziś, zanim przepisy wejdą w życie?
I.P-U.: Ja uwielbiam takie podejście, że lepiej zapobiegać niż leczyć. I myślę, że ono w prawie się bardzo dobrze sprawdza.
Więc teraz, moim zdaniem to jest dobry czas, zanim jeszcze te przepisy wejdą w życie, żeby zrobić sobie audyt, taki wewnętrzny.
Po pierwsze umów, jakie się ma.
A.K.: Jeśli się ma.
I.P-U.: Jeśli się ma, tak. I tego, jak faktycznie wygląda ta współpraca.
Audyt to tak brzmi górnolotnie, ale moim zdaniem każdy przedsiębiorca nawet może sobie, wiesz, sam tak wstępnie zadać pytanie, czy ta osoba na B2B naprawdę działa jak współpracownik?
Czy to jest po prostu pracownik na etacie, o którym ja mówię per pracownik, który pracuje, wiesz, codziennie 8 godzin, nad którym ja stoję, wydaję mu polecenia.
A.K.: Podpisuje się codziennie na liście.
I.P-U.: Podpisuje się codziennie na liście. I to już będzie taki pierwszy sygnał, gdzie osoba prowadząca firmę może sama wstępnie zweryfikować, czy my mamy do czynienia z B2B.
A.K.: No tak, bo często audyt się kojarzy od razu, że tu ktoś musi wejść jakaś i kilka osób, które będą przyrzucać papiery.
A tak naprawdę można zacząć od zarządu, ewentualnie od pani, która się zajmuje kadrami, płacami, żeby te umowy wszystkie wyciągnąć, po kolei przejrzeć.
I.P-U.: Tak, potem właśnie drugim krokiem to jest przejrzenie tego, czy ja w ogóle mam te umowy, czy te umowy właśnie one są jakieś tam pozbierane z Internetu, czy one mnie jakoś tam zabezpieczają, czy one rzeczywiście dotyczą tej współpracy w takim kształcie, w jakim ona ma miejsce?
Już to przejrzymy, sprawdzimy jak wygląda współpraca, no to to jest jeszcze czas, żeby ewentualnie zweryfikować te zasady współpracy. Czyli się zastanowić, może wypracować jakąś strategię, dla których stanowisk mogę dalej kontynuować współpracę na B2B, a w jakim zakresie, no muszę pomyśleć o jakiejś zmianie.
Te zmiany też nie mogą być takie na hura i po prostu takie po prostu o, bo to też może na nas ściągnąć gdzieś tam.
A.K.: Właśnie, bo może być zastanawiające.
Tutaj ktoś na przykład trzy lata był na B2B i nagle po tym audycie wewnętrznym stwierdzamy, że w sumie to spełnia warunki do umowy o pracę, bo to taki typowy pracownik na fakturę i nagle pach i zabieramy umowę o pracę.
I.P-U.: Tak, no i w sytuacji, w której taka osoba, nie wiem, za miesiąc okaże się, że na przykład za parę miesięcy rodzi dziecko, no to raczej na pewno mamy ZUS na głowie i nie można tego zrobić po prostu tak łopatologicznie, tylko trzeba to rzeczywiście będzie przemyśleć, jeśli się okaże, że są jakieś nieprawidłowości.
Także, no ale myślę, że to lepiej zrobić teraz z wyprzedzeniem i mieć jakiś czas tam na wypracowanie tych modeli współpracy, może coś zmodyfikować, niż czekać do ostatniej chwili, kiedy kroczy nam PIP znienacka i nagle się okaże, że mamy przekwalifikowane te umowy.
A.K.: Że mamy dziewięć osób na B2B i wszystko to jest etat.
I.P-U.: No właśnie, tak. No tego byśmy nie chcieli.
A.K.: No, bo to może się okazać, że to nam zakończy działalność.
I.P-U.: Może się okazać, tak.
Ja jako prawnik prawa pracy dosyć długo miałam taki rodzaj pewnego, tak bym powiedziała, problemu, bo te sprawy pracownicze się często wydawały takie małe.
A.K.: Tam prawo pracy.
I.P-U.: A co tam ten pracownik, no my tutaj mamy wielkie, wielkie kwoty na jakieś tam zamówienia i tak dalej, obracamy milionami, a co tam ta jedna pensja i tak dalej.
No, ale ta świadomość, ja sama widzę, że ona się zaczyna zmieniać.
No, bo ok, jak patrzymy na jedną osobę, jeden miesiąc, no to tam rzeczywiście nie są to zazwyczaj najbardziej istotne koszty dla firmy.
No, ale jak sobie to pomnożymy wszystko razy X, ilość tych osób na przykład, co do których może dojść do przekwalifikowania tej umowy, razy roszczenia pracownicze do tyłu za trzy lata, razy składki, ZUS, wszystkie.
A.K.: Powiem Ci, że robi się nieciekawie.
I.P-U.: Tak, wtedy ta skala może robić wyrażenie. Także…
A.K.: Można się tak niespodziewanie wszystko skumulować do dość dużej kwoty.
I.P-U.: Tak
A.K.: Na którą po prostu tacy szczególnie mali przedsiębiorcy mogą w ogóle nie być gotowi.
I.P-U.: Mogą nie być gotowi. To nie jest tak, że te przepisy, to w ogóle teraz nie ma takich regulacji.
No, bo my mamy takie regulacje teraz już, które zabraniają nam stosowania tego B2B w sytuacji, kiedy właściwy jest stosunek pracy.
Nawet jest odpowiedzialność wykroczeniowa, wiesz, za stosowanie innej formy współpracy w przypadku, kiedy wszystkie okoliczności sprawy wskazują na to, że to jest de facto umowa o pracę.
Ale teraz to tak jeszcze gdzieś tam przemyka.
Natomiast, no rzeczywiście, może to się radykalnie zmienić.
A.K.: Jeżeli te zmiany wejdą w życie w takim kształcie, już wiadomo?
I.P-U.: Nie, jeszcze na razie nie, nie, nie. Także na razie to się mieli.
A.K.: To może zbliżając się tak do końca, gdybyś miała wskazać takie trzy złote zasady, może jakieś tipy, rady dotyczące umów B2B w spółce z o.o., które przedsiębiorca powinien zapamiętać, co by to było?
I.P-U.: Przede wszystkim nie wybieraj danej formy współpracy, bo pracownik sam tak chciał.
Albo inni tak robią i jest ok.
Zawsze patrz na sytuację w swojej firmie.
Zawsze patrz na to, czy u Ciebie to tak rzeczywiście może wyglądać.
Bo to, że u kogoś innego tak jest, to potem nie będzie miało znaczenia w sądzie, ani nie będzie miało znaczenia, wiesz, w razie kontroli.
Tak samo to, że pracownik tak chciał, to ja już to słyszałam naprawdę wiele, wiele razy, a potem się współpraca zakończyła i nikt nie pamiętał, że ktoś tak chciał.
Więc to w ogóle zapominamy o tym.
Patrzymy, czy daną formę współpracy można zastosować po prostu w danym konkretnym przypadku.
To jest pierwsza rzecz.
Druga rzecz, podpisz dobrą umowę. Nie współpracuj po prostu na gębę, jak to się mówi, czy na fakturkę. Tylko zadbaj o dobrą umowę.
Trzecie, zadbaj o praktykę. Bo tak jak już mówiłyśmy, sama umowa to nie wszystko.
Czyli dopasuj tą współpracę do tego, żeby ona rzeczywiście wyglądała tak, jak wynika z umowy.
A.K.: Tak, bo czasem umowa jedno, praktyka drugie i tu mamy problem. No tak. Ale to i tak wyjdzie.
I.P-U.: Tak wyjdzie, tym bardziej, że właśnie czasami wystarczy zapytać dwie, trzy osoby.
A.K.: Tak się okazuje, no przecież nikt nie będzie kłamał i się narażał.
I.P-U.: Nie, nie będzie.
A.K.: Po prostu każdy powie, że no tak u nas, to tak się praktykuje.
I.P-U.: Nie, nie, nie. No tak, to najczęściej właśnie wychodzi w takich sytuacjach, że jak się kogoś weźmie na spytki, to potem się okazuje, że to wygląda kompletnie inaczej.
A.K. To podsumowując, umowy B2B w spółce nie znikną, ale trzeba je prowadzić mądrze. Z pełną świadomością ryzyk i zmian w prawie. To nie jest temat, którego trzeba się bać. To po prostu obszar, w którym warto mieć porządek i spokój.
Ireno, bardzo dziękuję za tę rozmowę, za ogrom wiedzy, konkrety i za to, że potrafisz tłumaczyć jasno zawiłości prawa pracy. Myślę, że wielu słuchaczy po tym odcinku spojrzy na swoje umowy B2B zupełnie inaczej.
I jeszcze na koniec, gdzie Cię można znaleźć w sieci? Jak najlepiej się z Tobą skontaktować, jeśli ktoś chciałby skorzystać z Twojego wsparcia.
I.P-U.: Aneto, na to bardzo dziękuję jeszcze raz za zaproszenie i za rozmowę.
Cieszę się, że mogłyśmy porozmawiać i mam nadzieję, że faktycznie to, o czym rozmawiałyśmy, będzie wartościowe dla Twoich słuchaczy.
Jeśli chodzi o mnie, to można mnie znaleźć w Internecie.
Strona mojej kancelarii www.lawfirst.pl.
Na Instagramie działam jako mecenas Pacholewska-Urgacz. Także zapraszam i tam dzielę się wiedzą, która myślę, że przyda się też spółkom z o.o.
A.K.: Super, dziękuję.
To był pierwszy odcinek z gościem w podcaście Projekt Spółka z o.o., więc pierwsze koty za płoty.
Jestem naprawdę dumna z tej rozmowy i bardzo wdzięczna, że mogłam ją prowadzić z Tobą Irena.
Dziękuję za Twój cenny czas i za rozmowę.
Kontakt do Gościni i jej miejsca w Internecie:
To tyle na dziś.
Jeśli ten odcinek był dla Was wartościowy, dajcie znać.
Do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu Projekt Spółka z o.o.. Będzie równie praktycznie i równie po ludzku.
Mówiła Aneta Kułakowska, a montaż i publikację — jak zawsze — ogarnęła Agnieszka Kułakowska.
Aneta Kułakowska
radca prawny
***
Jeśli podobają się Wam moje podcasty, to możecie wesprzeć ich realizację i postawić mi kawę poprzez buycoffee.to:
***
NOTKA
Informacje zawarte w podcaście mają wyłącznie charakter edukacyjny i nie mogą zostać uznane za poradę prawną w indywidualnej sprawie.
Autorka nie ponosi odpowiedzialności z tytułu powstania jakichkolwiek szkód, wynikających lub będących w związku z jakimikolwiek treściami w nim zamieszczonymi.
